Sklep muzyczny największym marzeniem Juliana R.
Ludzie od zarania dziejów głowią się nad tym jak zdobyć renomę w danej branży. Ich głowę zaprzątają myśli o sukcesie. Jedni swoje marzenia wprowadzają w rzeczywistość, inni nie – jednak bezsprzecznie, większość z nas o tym rozmyśla. Kariera, awans, nominacja, pieniądze – takie słowa tłuką się w głowie przeciętnego, szarego zjadacza chleba. Często śni się nam, że jesteśmy wielcy i bogaci.
Śmiałek, o którym traktuje ten krótki reportaż należy do grona osób, które odważyły się na realizację swoich marzeń. Julian R. (29) od dzieciństwa pasjonował się muzyką. Jednakowoż wychowany w duchu lewicowym miał niezwykle praktyczne podejście do życia. Nigdy nie chciał być wielkim gitarzystą czy znanym na cały świat wokalistą. Już jako dziecko marzył o tym by prowadzić duży sklep muzyczny. Miało to być miejsce beztroski nie tylko dla dzieciaków, ale także ludzi starszych, przychodzących tam nie tyle po rozrywkę co po relaks.
Sklep muzyczny zaczął się rozrastać, przynosił zarobki Julianowi R. i jego rodzinie. Pracownicy byli zadowoleni i dobrze opłacani. Można powiedzieć, że wszystko szło jak po maśle, dopóki nie zdarzył się wypadek. Sklep muzyczny został doszczętnie strawiony przez pożar. Dochodzenie policyjny wykazało, że ogień został zaprószony celowo. Jasnym stało się, że Julian R. ma wrogów.
Ogień pochłonął nadzieję, spalił sny o wielkim biznesie osadzonym na fundamencie ciężkiej pracy i wzajemnego zaufania. Wydawałoby się, że życie może być bezpieczne i proste. Julian R. przekonał się jednak, że bezpieczeństwo w dzisiejszym świecie nie ma racji bytu. Gdy człowiekowi powodzi się zawsze znajdzie się ktoś zawistny. Ktoś kto będzie chciał zniszczyć cudze szczęście.